Kontakt

Masz pytanie? Chcesz zaprosić zespół na koncert? Napisz lub zadzwoń!


Menedżer zespołu:
NEW DAY
Rafał Boniśniak
tel. +48 605 836 704
newday@newday.com.pl


Booking koncertów:
Chrześcijańskie Granie
Mateusz Stolarski
tel. +48 606 451 753
kontakt@chrzescijanskiegranie.pl
www.chrzescijanskiegranie.pl

Piszą o nas...

Zespół z misją...

- W Afryce zobaczyłem najpiękniejszą kobietę na świecie. Miała na imię Betty. - Była taka delikatna, filigranowa - opowiada kompozytor i perkusista Rafał Boniśniak. Dopiero później spostrzegłem, że dziewczyna nie jest w stanie utrzymać w dłoni nawet kubka z wodą. Betty od kilku tygodni umierała na AIDS.

     Rafał Boniśniak, lider zespołu New Day, miał zaledwie 15 minut na to, aby podjąć jedną z ważniejszych decyzji w swoim życiu. Bez przygotowania, z pominięciem obowiązkowych szczepień postanowił zaangażować się w afrykański projekt Salezjańskiego Wolontariatu Misyjnego i wyjechać do Zambii. Dwa lata później przed artystą postawiono zadanie pomocy muzykom w salezjańskiej szkole Don Bosco w Lilongwe - Malawi. Bardzo szybko przekonał się, że Czarny Ląd potrafi zmieniać ludzi. Zobaczył afrykańską biedę, rozpacz, bezsilność.
     - Drugiego dnia po przylocie, nie zdążyłem jeszcze odespać lotu, kiedy ksiądz misjonarz zaproponował, że zawiezie mnie do hospicjum dla ludzi chorych na AIDS. - Fajnie - pomyślałem. Zrobię zdjęcia, coś zobaczę. Tuż po naszym wejściu do budynku zmarł mężczyzna. Po piętnastu minutach w sali obok odeszła kobieta. Ksiądz misjonarz witał się ze wszystkimi i mnie zachęcał do tego: - Słuchaj, podaj im rękę, przywitaj się. To będzie dla nich przyjazny gest - namawiał. Pamiętam, że miałem wtedy prawdziwą blokadę. Wiedziałem, że przecież nie można zarazić się AIDS przez dotyk. W głowie tłukła się jednak ta myśl: A co się stanie, jeśli się zarażę? Podniosłem rękę, była ciężka. Podczas tego pobytu w hospicjum czułem bezradność. Aparat fotograficzny był bezużyteczny. Nie zrobiłem ani jednego zdjęcia.
     Po powrocie do Polski, Rafał dalej współpracował z Salezjańskim Wolontariatem Misyjnym, który umożliwił mu wyjazd do Afryki. Ale chciał zrobić coś więcej.- Boni - jak mówią o nim przyjaciele, podjął muzyczną próbę uwrażliwiania świata.
     Tak powstał zespół New Day. Anglojęzyczną nazwę grupy można łatwo pomylić. Kiedyś zdarzyło się, że na koncercie ksiądz-konferansjer zapowiedział ich jako New age, czyli kontrowersyjny nurt religijny. Nazwa New Day, czyli nowy dzień, to nowy etap w życiu. To podnoszenie się z kolan, które trzeba uskuteczniać każdego dnia Od początku grupa miała za zadanie promowanie idei misji w naszym kraju.
     Zespół razem z Violą Brzezińską nagrał płytę ,,Tam - Tam i Tu." Zgrali się doskonale. Laureatka Opolskich Debiutów wniosła słowiańską wrażliwość. Ich muzyka sprawiała wrażenie jakby łączyła ze sobą dwie kultury: polską i afrykańską. W ten sposób Boni rozpoczynał swój nowy etap, nie tylko artystyczny.

Znaki na niebie i na ziemi

     Boni w wieku kilkunastu lat, zaplątał się mocno w życiu. Swój związek z Kościołem zakończył na etapie bierzmowania. Przeżywał okres buntu, w którym nie było miejsca dla Boga. Miał swoje plany, chciał grać na perkusji. Zaczął naukę w szkole muzycznej. Występował z zespołem, którego tekst były odbierane jako atak na Kościół. Imprezy, alkohol, nocne życie nie zatraciły w nim jednak przeczucia, że coś w tym szaleńczym pędzie jest nie tak. Ktoś na jego drodze postawił mądrych ludzi, którzy zaczęli mu tłumaczyć. Na łamach dwutygodnika ,,Pielgrzym" w 2003r. wspominał:
     "Podczas jednego z koncertów koleżanka z zespołu 2 Tm 2, 3, Beata Kozak zaczęła mi opowiadać niesamowite rzeczy o Jezusie i o tym, że życie z Panem Bogiem jest lepsze. Oczywiście miałem mnóstwo argumentów na nie. Jednak te rozmowy pozostawiły pewien ślad i sprawiły, że zacząłem o tym myśleć."
     Dziś na pytanie, co ostatecznie zadecydowało o tym, iż wrócił do Kościoła, odpowiada z uśmiechem: - Kluczem do nawrócenia była moja przekora. Starałem się usilnie sobie udowodnić, że Ktoś taki jak Bóg nie istnieje. Poniosłem totalną klęskę. Były znaki na niebie i na ziemi, które rozkładały mnie na łopatki.
     O tym, ze przeszedł radykalną zmianę w życiu, wiedzą wszyscy. Opowiada o swojej metanoi??? na koncernach. Przyjaciele Boniego, podkreślają jego życzliwości, otwartość na świat oraz brak przywiązania do rzeczy materialnych. To właśnie dzięki takiej mieszance charakterologicznej udało mu się uzyskać tytuł ,,Honorowego Ślązaka", tytuł wydawać by się mogło nie osiągalny dla kogoś, kto nie pochodzi z tego regionu. - U nas na Śląsku praca jest zawsze na pierwszym miejscu. Później pytamy się za ile - opowiada Ryszard Sadłoń, dyrektor Festiwalu Stróże Poranka, radny miasta Chorzów. - I taki jest Rafał Zawsze wie, czego chce w życiu. Jeśli sobie coś zaplanuje, to wykona to profesjonalnie.
     Jeszcze inni donoszą o sztubackiej naturze Boniego i poczuciu humoru, które czasami dolewa oliwy do ognia:
     - Nigdy nie zapomnę jednej z pierwszych imprez muzycznych, które organizowałem - wspomina ksiądz Piotr Sikora, dyrektor Festiwalu Cantate Deo. Rafał i jego zespół miał być jedynym zaproszonym gościem. Na kilka godzin przed koncertem zadzwonił do mnie, że coś im wypadło i nie mogą przyjechać. Nie dałem po sobie znać, że poczułem się zawiedziony. Cóż pomyślałem sobie - sam wyjdę z gitarą i zacznę zabawiać publiczność. Na szczęście nie musiałem tego robić, bo telefon od Rafała okazał się...niewinnym żartem. Już po kilku chwilach byli w pobliżu sceny i rozkładali swój sprzęt.

Piątka na zakręcie

     Kilka miesięcy temu drogi artystyczne New Day i Violi Brzezińskiej rozeszły się na dobre. Do tej pory żadna ze stron nie chciała wyjawić, co było powodem rozstania. Rafał opowiadał, w jaki sposób wyłoniono nową wokalistkę i przy okazji analizował problem: - Po zakończeniu współpracy z Violą obiecałem sobie, że nie będziemy współpracować z piosenkarkami. Kobiety trudno znoszą niewygody podróży. Koncerty to również ciężka fizyczna praca. Czasami w samochodzie trzeba spędzić 24 godziny. Pamiętam ten moment, w którym zdałem sobie sprawę, że pozostał nam zaledwie dzień na podjęcie ostatecznej decyzji, kogo angażujemy. Wracaliśmy w nocy z koncertu. W samochodzie usłyszałem demo nieznanej mi dziewczyny. Zaledwie trzy piosenki. Jej głos mnie zafascynował. To był strzał w dziesiątkę! Następnego dnia byliśmy już w Poznaniu i uzgadnialiśmy z nią szczegóły.
     W ten sposób do New Day dołączyła Joasia 'Fishka' Rybak. Rafał nadal pozostał bardziej ojcem, który chce rozwiązywać problemy zespołu niż charyzmatycznym liderem. - Podczas pracy staram się tworzyć atmosferę, w która sprawi, że dana piosenka będzie czymś więcej niż kilkoma linijkami muzyki i tekstu.
     Ich pierwsza w nowym składzie płyta "Piątka", której premiera miała miejsce w maju tego roku, szybko znalazła się w czołówce chrześcijańskich notowań muzycznych. Na okładce ubrani w wystylizowane na lata czterdzieste stroje, przypominają bohaterów opowieści sprzed wieku. Śpiewają o przeżyciach piątki młodych przyjaciół z Poznania, którzy w czasach okupacji hitlerowskiej ponieśli śmierć męczeńską. Czołowy utwór ,,Tacy sami jak my" zaśpiewali po angielsku, hiszpańsku i włosku. Czyżby zarzucili fascynację afrykański bębnami oraz innymi, dziwnie brzmiącym instrumentami, o tajemniczych nazwach ingoma, kawale, mbira?

Na Czarnym Lądzie

     "Kolejny tydzień upłynął nam bardzo szybko, większość czasu spędziliśmy na prowadzeniu warsztatów, co zajmowało nam niemal całe dnie. Prowadząc zajęcia z zespołem muzycznym odkrywałem każdego dnia nowe rytmy malawijskie, głównie reggae, gdyż muzyka Malawi to w dużej mierze reggae z domieszką muzyki ludowej pochodzącej z pogranicza Zambii i Mozambiku" - W ten sposób Boni na stronie internetowej relacjonuje swoją podróż do Afryki. Zaraz też uprzedza, iż nie zamierza pisać książek o Czarnym Ladzie. Twierdzi, że te najlepsze opowieści, wychodzą spod pióra tutejszych misjonarzy.
     W jego sercu pozostaną wspomnienia. Nie musi zamykać oczu, przychodzą same, nie zawsze te radosne... Razem z siostrą opiekującą się chorymi w hospicjum zatrzymują samochód przed glinianą chatą. U jej wejścia siedzi czterdziestoletni mężczyzna i zanosi się od płaczu. Nie wiedzą, o co chodzi. Wchodzą do środka i widzą piękną Afrykankę. Kobieta leży, nie ma siły utrzymać naczynia z wodą w dłoni. Za dwa, trzy dni wrócą tu po to, by zabrać ją do hospicjum. Za kilka miesięcy Boni przeleje wspomnienia na papier:.. ,,Wokół mnie pustynia, Duch we mnie zamiera, Ciało słabnie, Nie mam nic. W cieniu skrzydeł Twoich Ukojenia szukam. Sił już nie mam, Wesprzyj mnie." - słowa do piosenki ,,Pustynia" na ...Czarną płytę.

Anna Biniek, Tygodnik Idziemy